Masz talent – historia utraconych szans

Najtrudniej pogodzić się  faktem utraconych szans..nie tych, które straciliśmy w wyniku wypadku, nieszczęścia ale tych, które utraciliśmy na wskutek własnego działania lub właśnie jego braku… Milion razy w życiu słyszałam, że mam talent….i prawie tyle samo razy szukałam dowodu na to, że go nie mam. Masz talent – historia utraconych szans…

Mama mówiła, że będę tancerką – tata, że sportowcem. Rzeczywiście od zawsze miałam niezwykły słuch i poczucie rytmu. Bez problemu powtarzałam kroki z telewizji a na klawiszach wygrywałam kolędy ze słuchu. Umiałam śpiewać ale się wstydziłam. Jako nastolatka poszłam na przesłuchanie do młodzieżowego zespołu rockowego. Byłam na kilku próbach a mój zachrypnięty głos miał być ponoć nadzwyczajny. Przed pierwszym występem dostałam zapalenia płuc – ucieszyłam się i nigdy już na próby nie wróciłam. Ja na scenie? Przed ludźmi? Nie ma mowy – myślałam.

Kiedy w wieku lat chyba 9 zaczęłam trenować karate szybko okazało się, że mam talent -lubiłam to. Każde zawody to 4 miejsce – zawsze bez medalu, zawsze obok podium. Tak – wydawało mi się to dziwne bo przecież mówili mi, że mam talent. Dzisiaj wiem, że gdybym tylko troszkę bardziej się postarała, gdybym tylko zrobiła coś poza pójściem na trening to podium mogłoby być moje. Wtedy myślałam, że po prostu mnie okłamują. Zrezygnowałam po ponad 4 latach.

Pisałam wiersze, chciałam być poetką. Dałam nawet kiedyś tomik swojej poezji polonistce. Znowu usłyszałam, że mam talent. Znowu całkiem podobnie tylko szuflada widziała moje wypociny, znowu uciekłam, zrezygnowałam…

Kiedyś, kiedy to lat miałam naście wzięłyśmy dla zabawy z kuzynką farby, ołówki, stos papieru i stare dykty. Jak wielkie było mój zdziwienie gdy okazało się, że potrafię naszkicować człowieka, który wcale nie wygląda na mutanta czy innego przybysza zza światów. Kupiłam farby namalowałam kilka obrazów i znów…

W międzyczasie trenowałam skok w dal, bieg przez płotki, grałam w teatrze, próbowałam sił jako modelka…. pisać dalej….za każdym razem najpierw wmawiano mi, że jestem do tego stworzona, że ma to coś, że mam talent. Za każdym razem wydawało mi się, że ten cholerny talent to już wszystko, że wystarczy bym została gwiazdą w danej dziedzinie. Za każdym razem otwierałam szeroko ze zdziwienia oczy, że ktoś śmie mnie skrytykować, poprawiać, wytykać błędy i mówić, że powinnam robić więcej, lepiej, bardziej….za każdym razem zamiast stawić temu czoła, wziąć się w garść, pracować i osiągać więcej – uciekałam. Jeszcze przed ucieczką lub w jej trakcie robiłam wszystko by udowodnić sobie, że talentu nie posiadam, no chyba że taki do spieprzenia kolejnej szansy.

Uciekłam też ze studiów po pierwszym roku, z pierwszej pracy, przed facetami też w sumie uciekałam – można by stwierdzić, że sztukę ucieczki opanowałam do perfekcji.

Wszystkie te sytuacje łączył ze sobą wielki zawód moich rodziców, którzy tak we mnie wierzyli i pragnęli bym tyle osiągnęła. Nigdy nie wracałam do żadnych zajęć mając świadomość, że nikt nie okaże mi zrozumienia i wsparcia, czując że zawaliłam i zawiodłam na całej linii.

Dzisiaj sama jestem rodzicem i widzę jak ucieczek próbuje mój pierworodny. Po 2 latach gry na gitarze klasycznej w PSM zrezygnował.  Słyszał w kółko, że ma talent i słyszał tyle samo razy, że to co robi to mało, że źle…widzę w nim siebie… ten problem z przyjęciem krytyki, spięciem dupy i robieniem czegoś lepiej…ten niezwykły problem z zaakceptowaniem faktu, że posiadanie talentu to nie wszystko…Nie wiem czy to lenistwo, brak ambicji, brak odpowiedniego wsparcia i motywacji… Ja wyrosłam z tego stosunkowo niedawno kiedy podjęłam decyzję o tym, że chcę fotografować. Minęło kilka lat i wciąż to robię, chcę robić to lepiej, dążę do perfekcji, do doskonałości i ciężko pracuję… Mimo wszystko mam cały czas taki niedosyt, poczucie, że cis utraciłam, że nie wykorzystałam szans jakie miałam dostatecznie… a potem sobie myślę o czymś innym …może taki był dla mnie plan… może te pozornie utracone szanse były tak naprawdę labiryntem, który doprowadził mnie do miejsca, w którym stoję dzisiaj… do miejsca, które jest najwłaściwszym ww jakim mogłam się znaleźć. Postanowiłam więc dawać moim dzieciom wiele szans i kiedy tylko widzę, że mają do czegoś predyspozycje daję im możliwość ale daję im również wybór… Syn zadecydował o przerwaniu nauki w szkole muzycznej… pozwoliłam mu na to dając mu jednocześnie wsparcie i zapewniając o tym, że w każdej chwili może zmienić zdanie. Mając w pamięci swoje utracone szanse robię wszystko by moje dzieci rezygnując z czegoś robiły to tylko i wyłącznie dlatego, że tego nie chcą, że nie sprawia im to radości by nigdy w życiu nie musiały żałować… Dzieci trzeba chwalić, trzeba im mówić, że są wyjątkowe i kochane ale ni można im wmawiać, że są jedyne a ich odkryty talent zrobi za nie wszystko…

Please like & share:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *