Kiedy męczy nas życie…

Nikt nie mówił, że życie to ciągłe wakacje, uśmiechy i radości. Nikt nie obiecywał, że obędzie się bez problemów, łez i walenia głową w mur. Mimo pełnej świadomości i zdolności doceniania tego co mam – moment zmęczenia, wyczerpania, wypalenia i złości na życie  nadszedł…

Nie pisz mi w komentarzu, że inni mają gorzej, że ludzie chorują i nie mają co jeść. Mam w sobie ogromne pokłady empatii i doceniam to co mam… ale jestem też tylko człowiekiem, który jest psychicznie zmęczony otaczającym światem i ciągłą potrzebą rozumienia go. Najszczęśliwsi są ludzie przyjmujący życie takim jakie jest, nie analizujący, nie starający się zrozumieć tych wszystkich podłości i niesprawiedliwości.

Fakt, że mam wymarzoną pracę nie sprawia, że zawsze jest mi łatwo i przyjemnie. To prawda – na pewno jest łatwiej ale wcale nie jest z górki.  Z chronicznym brakiem czasu borykam się od zeszłego roku a może od 2 lat – łatwo stracić rachubę czasu. I za każdym razem myślę, że jeszcze tylko tydzień a może dwa i znowu będę miała więcej czasu dla dzieci…  Gdybym miała 搬瓦工 świadomość, że moja praca pozwoli za chwilę na super egzotyczne wakacje czy  to może byłoby mi łatwiej – ale jeśli Twój pot i brak czasu dla dzieci jest po to by opłacić rachunki, zobowiązania i inwestycje Jeśli nie zostaje Ci ani na wspomniane wakacje ani nawet na drobniejsze przyjemności i do tego nie zostaje Ci też wolny czas to zaczynasz się zastanawiać jaki to wszystko ma sens.

Czy to po to zakłada się rodzinę i  rodzi się dzieci? Po to by potem nie mieć chwili na spędzanie wspólnego czasu?

Jedyne co słyszę od wszystkich dookoła to: „Ciesz się, że praca jest” – ponosi mnie już od tego tekstu bo moje bolączki mają troszeczkę głębsze dno.  I tak kolejny rok w tym najbardziej intensywnym okresie dopada mnie depresja i chciałabym uciec stąd na koniec świata. Chciałabym przestać myśleć o jutrze, o przyszłym miesiącu, chciałabym przestać pędzić bo zbyt wiele rzeczy umyka mi gdzieś przez palce.

Kiedy pracujesz ponad swoje siły i kiedy praca odbiera ci coś co jest dla Ciebie bardzo ważne to przestajesz czerpać z tego przyjemność…

I tak walę to swoją głową w ceglany mur a przecież głową muru nie przebiję…

Pamiętam jak będąc parą T. mówił do mnie, że kiedyś założymy rodzinę a ja zajmę się domem – pamiętam jak bardzo wtedy byłam zbulwersowana jego słowami, jak bardzo chciałam rozwijać się zawodowo. Dzisiaj bez mrugnięcia okiem oddałabym się dzieciom, które mają mnie tak mało. Ale dzisiaj T. już nie myśli jak wtedy – dzisiaj wie, że nie ma innego wyjścia jak prace we dwoje…

I chciałabym uciec gdzieś daleko, zamieszkać w jakimś lesie i zaszyć się z najbliższymi… T. mówi, że wszędzie dobrze gdzie nas nie ma….

Jadąc samochodem pytam się syna czy chciałaby iść na warsztaty z robotyki bo babcia uzbierała mu pieniążki na wakacje – na początku euforia – „Robotyka? Zawsze o tym marzyłem, super” – po chwili ciszy – „Mamo ja jednak chcę te pieniądze na coś innego przeznaczyć”. Myślę sobie, że chce kupić zestaw lego albo jakąs gierkę, pytam badawczo o co chodzi – „Chciałbym za te pienądze spędzić wspólnie czas – w czwórkę”. Łzy zaczęły mi kapać po policzkach a w gardle stanęła mi klucha… Te słowa mówią same za siebie…

I takich ludzi, takich rodzin jest cała masa. To nie prawda, że ogromny wysiłek, upór i wiara w siebie wystarczą by przenosić góry i osiągnąć każdy szczyt – to są tylko głodne gadki trenerów motywacyjnych – kolejny biznes. Nie twierdzę, że takie myślenie nie pomaga – sama co jakiś czas piorę sobie mózg filmikami, wykładami czy książkami mającymi na celu dać mi motywacyjnego kopa. Raz nie wystarczy, trzeba sie od tego uzależnić i praktykować te motody zawsze. Jednak spójrzmy prawdzie w oczy czasami po prostu można się za przeproszeniem zesrać a i tak nie osiągnie się tego co by się chciało…

 

 

Please like & share:
var addthis_config = { url: „http://niepolka.pl/kiedy-meczy-nas-zycie/”, title: „Kiedy męczy nas życie…” }

Please like & share:

6 thoughts on “Kiedy męczy nas życie…

  1. Słowa synka… Płakałabym jak bóbr! To takie przykre, że nawet ( a może zwłaszcza!) dziecko zauważa brak wspólnego, wolnego czasu.
    Pieniądze, wszędzie te pieniądze… U nas, abym ja mogła wychować córkę i być z nią 24h na dobę, mąż jest w delegacji 5dni w tygodniu. Coś za coś…

  2. Bardzo dobrze cię rozumiem. Byłam w kwietniu w Londynie u przyjaciółki i po powrocie do PL przez około 3 miesiące miałam „depresję”… Moja przyjaciółka pracuje w city, jej mąż ma małą firmę i razem w miesiąc zarabiają tyle co ja w niecały rok! A my pracujemy oboje a wciąż zastanawiamy się nad każdą wydaną większą kwotą. Wiecznie dokonujemy wyborów, coś zamiast czegoś. Nie wiem nawet czy to się kiedyś zmieni?

  3. A ja myślę że najgorsze w tym wszystkim są wyrzuty sumienia. Które są zawsze gdy jesteśmy tam, gdzie nas nie powinno być. Praca, hobby wszystko poza tym co wypada. i to się chyba nigdy nie skończy. Bo jesteśmy matki 🙂
    Buziaki mała. Głowa do góry!

  4. życie zaczyna coraz to szybciej nam uciekać, zabierając siły, czas i pieniądze…
    ja na co dzień jestem sama, mąż jest kierowcą zawodowym…
    chciałabym aby zmienił pracę i był z nami codziennie chociaż wieczormi…
    ale pieniądze na to aby przetrwać od 1 do 1 nam dyktują jak żyć i pracować….

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *