Każdy kocha na swój sposób

Raz w roku jest taki dzień, że myślę intensywniej i dziękuję jeszcze bardziej za to co spotkało mnie 12 lat temu i spotyka do dnia dzisiejszego…

Każdy dzień mija tak samo… życie w pędzie, od kolacji do kolacji, szybciej, mocniej, bardziej… z każdym dniem chcemy by nasza efektywność wzrastała…nigdy nie jest wystarczająco. Zawsze za mało, zawsze może być lepiej. Sama sobie szefem jestem ale szef ze mnie nie za fajny, niewyrozumiały, wymagający i wiecznie niezadowolony. Trudno mi dogodzić więc wszystko robię 嘉盛外汇 sama…sama… a potem chodzę i marudzę, że nikt nie pomoże. Ciężki ze mnie człowiek tak ogólnie w codzienności i kontaktach międzyludzkich. Taki co to wie swoje, wie lepiej… jednocześnie gdzieś w głębi rozmarzona, romantyczna i niepoukładana…zanim męża swego poznałam to o księciu na białym rumaku marzyłam co to na rękach nosić mnie będzie i na najgłupsze pomysły przytaknie z uśmiechem…

I pojawił się on… iskier nie było i na koniu też nie przyjechał a jednak coś jak magnes nas do siebie ciągnęło. Im bardziej się wkurzaliśmy tym mocniej się kochaliśmy… i tak już zostało i trwa. 12 lat razem to już więcej niż 1/3 życia. 9 lat od kiedy przed ołtarzem drżącym głosem mówiliśmy „i że Cię nie opuszczę aż do śmierci”. W beżowym garniaku i sukni na kole co to trzy kroki za tandetą stały. Z bukietem co to go sobie sama wymyśliłam a dopiero po latach dostrzegłam, że takowe na pogrzeby się zabiera. Ani ta suknia, ani ten garnitur ani nawet kwiaty cmentarne nie sprawiły, że pech nas rozdzielił czy inne zrządzenia losy co to ludzie w nie wierzą.

Nie posyłamy sobie miliona sms-ów, maili i całusków. Każdy w tej swojej pracy spełniać chce się bez reszty, każdy nadgorliwy i dążący do perfekcji. Czasem bywa dzień, że wieczorem całusa sobie damy i każde zatapia się w swoich myślach, w ekranie czy lekturze kończąc pracę swoja lub planując ją na kolejne dni. Czasem bywa, że jedyne co padnie z ust to „i jak tam”. Czy kochamy się mniej, czy to oznaka wypalenia czy nadchodzącej separacji? Nic z tych rzeczy… tak już mamy… tak nam lepiej… tak jest zdrowiej zwyczajnie.

Czasami przychodzi taki czarny dzień… raz do roku kiedy choroba mnie na siłę do kanapy przykuje. Obejrzę wtedy trzy filmy. Jakiś o miłości, jakiś o śmierci i jakiś o chorobie psychicznej…. wpadam po tym w przepaść tak ogromną, że wyleźć z niej nie mogę i zdaję sobie sprawę z czegoś ważnego. Te wszystkie nasze problemy, te łzy, te choroby w głowie zrodzone to z braku zajęcia. Gdybyśmy z chłopem moim pracoholikami nie byli, gdyby ktoś kazał nam spędzać ze sobą 24h na dobę, gdybyśmy w oczy sobie patrzeć mieli godzinami to kaftan i karnet do specjalisty murowany.

Jedni potrzebują uniesień w każdej godzinie innym wystarczy jeden wieczór w tygodniu. Jedni co 5 minut sms-a ślą z serduszkami a inni piszą, by facet o chlebie nie zapomniał… życie…każdy żyje jak mu wygodnie…

I tak sobie z tym moim lubym żyjemy i czasem śmiejemy się za co nas tak ten mój Bóg pokarał, czasem strzelamy fochami i nie gadamy przez dni parę a czasem obsypujemy się miłością jak para nastolatków. Jedno jest pewne – myśl o tym, że to miałoby się zmienić jest dusząca. Myśl o układaniu życia od nowa nie ma w mej głowie racji bytu. I choć wiem, że jutro może zdarzyć się wszystko, że zarzekać się nie można i nigdy nie mówić ‚nigdy’…. to gdzieś z tyłu głowy jest myśl, że wszystko zdarzyć się może i ona pomaga mi cieszyć się tym co posiadam i czerpać z tego jak najwięcej.

Dlatego jak słyszę, że walentynki bez sensu, że kochać trzeba się zawsze, że to po to by chińskie gówna w kolorze czerwieni sprzedać – uśmiecham się tylko… Lubię walentynki bo wtedy przychodzi ta chwila refleksji, ten moment, z którym nawet nasz pracoholizm nie wygra. Nie muszę kupować serduszek i miliona pierdół…ba nawet kwiatów mi nie trzeba…wystarczy mi po prostu ta myśl, to wspomnienie sprzed 12 lat, wszystkie sprzeczki pełne miłości wersy jakie napisały ostatnie lata. To dla mnie taki dzień, że myślę o tym intensywniej i dziękuję za to wszystko jeszcze bardziej. Dlatego nie mów mi, że walentynki są do kitu…

Please like & share:
var addthis_config = { url: „http://niepolka.pl/kazdy-kocha-na-swoj-sposob/”, title: „Każdy kocha na swój sposób” }

Please like & share:
var addthis_config = {
url: „http://niepolka.pl/kazdy-kocha-na-swoj-sposob/”,
title: „Każdy kocha na swój sposób”
}

movie streaming

Please like & share:

3 thoughts on “Każdy kocha na swój sposób

  1. To prawda. Często ludzie reagują też tak na święto zmarłych i mówią, że bliskich należy odwiedzać często, a nie tylko w tym dniu. Oczywiście jest w tym sporo prawdy, jednak w takich dniach potrzebna jest nam refleksja. Chwila do zastanowienia się nad tym co mamy, co osiągnęliśmy i czego nie doceniamy. A niestety często nie doceniamy miłości która nas otacza. I takie słodkie walentynki, są nam potrzebne aby pozwolić sobie na rozpieszczanie. A co!

  2. Dokładnie, po co negować walentynki twierdząc że powinno się zawsze kochać a nie raz do roku skoro można kochać codziennie i w walentynki też lub jeszcze bardziej 🙂 Kochać i wykorzystywać dodatkową okazje do kochania, przypomnienia, refleksji, inicjatywy 🙂

    A zdjęcia i Twoi modele są genialni 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *