Jestem emocjonalnym sępem

Zawsze byłam tam gdzie coś się działo. Nazywano mnie ciekawskim jajem.  Choć moje postrzeganie świata trochę się zmieniło od czasów dzieciństwa jedna rzecz pozostała niezmienna. Tak jak sępy żywią się padliną ja żywię się emocjami. Czasami skrajnie dobrymi innym razem wręcz przeciwnie. Tylko one pozwalają mi żyć…

Byłam zawsze tam gdzie się coś działo. Niezależnie od tego czy było to dobre czy złe. Kłótnie i bójki szkolne – raz jako mediator innym razem jako prowodyl.  Gdybym miała przyczepić sobie łatkę nie mogłabym się zdecydować na jedną. Społecznik, wrażliwiec, furiat i… Zawsze miałam wrażenie, że wszystko odczuwam mocniej, bardziej… W każdej książce, w każdym filmie szukałam drugiego dna…rozbierałam postać na drobne elementy dochodząc do emocji nie widzianych przez innych. Tam gdzie wszyscy widzieli tylko seks i przemoc ja widziałam milion innych emocji… Kiedy dla większości wszystko było albo czarne albo białe ja widziałam to w milionach odcieni szarości…

Chciałam zostać dziennikarzem, chciałam być blisko wszystkich tych emocji i żerować na nich niczym sęp na padlinie… rzeczywistość pokazała mi, że dziennikarstwo nie jest tylko środkiem  do przekazywania ludzkich historii… rzeczywistość pokazała mi, że dziennikarstwo to przede wszystkim sztuka manipulowania emocjami… zdolność do przedstawienia sytuacji nie takimi jakie są ale takimi by wywoływały często skrajne emocje. I tak jak potrafiłam obserwować skutek tragicznego wypadku samochodowego i czuć to całą sobą tak nie potrafiłam podejść do rodziny i pytać ich o to co w tym momencie czują, nie potrafiłam zawracać im dupy w  momencie kiedy tracili najbliższych… nie takim sępem chciałam być… nie chciałam podrzucać maskotki wśród zgliszczy by materiał  był jeszcze bardziej emocjonujący…nie potrafię być dziennikarzem tego typu a dla innych we współczesnym świecie nie ma miejsca…

Tak jestem uzależniona od emocji, od przeżywania… zawsze byłam…od najmłodszych lat… niektórzy pukali się w głowę kiedy decydowałam się na wolontariat i pracę z niepełnosprawnymi dziećmi… kiedy biegłam do jakiegoś wypadku, kiedy jechałam z kimś do szpitala bo zasłabł… może mój mąż ma rację….może nie pomagamy ludziom by komuś zrobić dobrze ale zwyczajnie by zaspokoić swoje prywatne potrzeby… może moje pomaganie było i jest niczym innym jak żywieniem się emocjami, których tak bardzo potrzebuję do życia….

Nie chciałam być dziennikarzem czy fotoreporterem manipulującym i szukającym sensacji na siłę… porzuciłam marzenie o tym zostawiając za sobą wszystko to co sobie wypracowałam… wiedzę.. warsztat…

Fotografując uczestniczę w życiu ludzi… w chwilach pięknych i wzruszających mnie do łez… zastąpiłam tragedię miłością… patrzę i zamykam w klatce czasu pocałunki, radości, czasem smutek im strapienie… jestem świadkiem narodzin i emocji, których nie da się opisać słowami… nie muszę o nic pytać, nie muszę manipulować, ustawiać…. wystarczy mi, że czuję i chłonę te uczucia każdą komórką swojego ciała…

Jest gdzieś w środku cząstka mnie tęskniąca za tragedią…cząstka, która woła i łaknie by podejrzeć smutek, łzy i rozpacz… przypuszczam, że prędzej czy później pojadę na ta swoją pierwszą wyprawę i znajdę coś co poruszy i spowoduje, że cały świat zapłacze – bez pytania, bez kombinacji…

Tak jestem emocjonalnym sępem…wyżeram emocje niczym sęp wątrobę Prometeusza… łaknę ich i kołuję w powietrzu…

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Please like & share:

One thought on “Jestem emocjonalnym sępem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *