Czekając na życie

Czekając na życie nie zdajesz sobie sprawy, że omija Cię ono szerokim łukiem. Siedzisz czekając, aż spotka Cię coś wyjątkowego nie dostrzegając tym samym, że czas płynie tylko do przodu i nigdy się nie cofa – zupełnie jak nurt rzeki, gdzie woda umyka nie patrząc na przeszkody.

Kiedyś często zapominałam o tym, że żyję. Siedziałam, chodziłam, spałam, jadłam, pracowałam ale czułam jakbym nie robiła wszystkiego co powinnam by na prawdę żyć. Myślałam sobie – jeszcze tylko dzień, dwa i przystanę, pocieszę się chwilą i będę żyć pełną piersią. I znowu mijał dzień, dwa a potem tydzień. Znowu zaczynałam myśleć i marudzić, że życie nie takie, że czegoś w nim brak, że w sumie to nie jest życie…

Czym jest więc życie jeśli nie tym wszystkim co robimy każdego dnia. W głowach roimy sobie jakieś wizje idealnego żywota, które sprawiają, że z każdym dniem jesteśmy bardziej nieszczęśliwi, że z każdym dniem żyjemy mniej niż bardziej.

Pamiętam kiedy byłam małym dzieckiem i tak bardzo pragnęłam być nastolatką, potem chciałam być już dorosła. Pamiętam jak marzyłam by skończyć szkołę i pracować. Pamiętam jak zawsze wydawało mi się, że to prawdziwe życie dopiero nadejdzie. I kończąc każdy etap swojego życia wydawało mi się, że teraz zaczyna się prawdziwe życie. Każdy kolejny etap sprawiał, że czekałam na coś co tak na prawdę chyba nie istnieje. Trzydzieści lat swojego życia zmarnowałam na czekanie… od dwóch żyję prawdziwie…

Każdego dnia spotykam ludzi, którzy czekają, ludzi nie potrafiących cieszyć się tym co jest tu i teraz. Spoglądam w lustro i choć kompleksy są czasem silniejsze to patrzę na tę swoją facjatę powtarzając sobie, że to co mam to najlepsza z możliwych wersji życia, że to co mam to Życie przez duże „Ż”.

Każdy ranek kiedy budzą mnie ciepłe łapki i zachrypnięty głosik wołający „mleko zlób”. Każda noc z irytującym chrapaniem męża, zabierającego kołdrę, koszmary budzące mojego syna. Ten deszcz, który pokrzyżował mi plany i wiatr rozwalający fryzurę. Każdy kłopot, każda troska, każda łza radości i smutku, każda emocja, każdy człowiek stający na mojej drodze – to wszystko sprawia, że nie czekam na życie – po prostu żyję. Tu i teraz bez zbędnych oczekiwań, bez żalu, bez złości.

Jedyne czego potrzebuję do tego by żyć tak prawdziwie tu i teraz to świadomość, że to życie dobiegnie kiedyś końca. Ta świadomość nie pozwala mi na przystanki i czekanie… świadomość tego, że mamy tylko kawałek czasu od-do powoduje, że znajduje szczęście w każdym kącie, w każdym słowie, we wszystkim co mnie otacza i co mnie spotyka…

„Kiedy jesteśmy mali, czekamy aż będziemy więksi. Kiedy kończymy szkołę, czekamy, aż pójdziemy na studia. Kiedy kończymy studia, czekamy, aż pójdziemy do pracy. Kiedy pójdziemy do pracy, czekamy, aż pójdziemy na emeryturę. Kiedy idziemy na emeryturę, powoli czekamy na śmierć. W międzyczasie czekamy na wakacje, urodziny, seks, miłość albo odwrotnie, czekamy, aż dzieci pójdą do przedszkola, później szkoły, a później w cholerę zabiorą się z domu.
Czekamy cały czas, aż w końcu zacznie się nasze pierdolone, PRAWDZIWE życie, przy czym oczywiście nie mamy pojęcia, na czym ta prawdziwość ma polegać(…)”  –  „Pokolenie Ikea – Kobiety” 

DSC_6656

DSC_6659

DSC_6661

DSC_6663

DSC_6672

Please like & share:

One thought on “Czekając na życie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *